"Jestem w połowie tego kroku który prowadzi od miłości do nienawiści. "
Minęły trzy dni. Trzy cholerne dni,które przepłakałam przez to co zrobił mi Leon. Nie wychodziłam w ogóle z domu,a już za dwa dni mamy wyjazd. Spojrzałam na zegarek,który wskazywał godzinę 11:30.
Muszę wstać i w końcu wyjść z domu.- pomyślałam przeciągając się.
Podniosłam się i poszłam do łazienki gdzie ogarnęłam się i odświeżyłam. Od tego płakania przez kilka dni wyglądałam jak zombie. Zrobiłam jeszcze tylko delikatny makijaż i zeszłam na dół do kuchni gdzie przygotowałam sobie kanapki na śniadanie. Jedząc je cały czas myślałam czy to naprawdę Leon wysłał te zdjęcie. Rozmawiając z nim,a w właściwie kłócąc się patrzył mi w oczy i mówi,że to nie on...nie wiem już co o tym wszystkim myśleć.
Po 10 minutach skończyłam jeść i posprzątałam po sobie. Postanowiłam,że wyjdę na małe zakupy by kupić coś na biwak,na który jedziemy już za dwa dni.
Muszę wstać i w końcu wyjść z domu.- pomyślałam przeciągając się.
Podniosłam się i poszłam do łazienki gdzie ogarnęłam się i odświeżyłam. Od tego płakania przez kilka dni wyglądałam jak zombie. Zrobiłam jeszcze tylko delikatny makijaż i zeszłam na dół do kuchni gdzie przygotowałam sobie kanapki na śniadanie. Jedząc je cały czas myślałam czy to naprawdę Leon wysłał te zdjęcie. Rozmawiając z nim,a w właściwie kłócąc się patrzył mi w oczy i mówi,że to nie on...nie wiem już co o tym wszystkim myśleć.
Po 10 minutach skończyłam jeść i posprzątałam po sobie. Postanowiłam,że wyjdę na małe zakupy by kupić coś na biwak,na który jedziemy już za dwa dni.
***
Chodziłam po sklepach dobre dwie godziny aż w końcu kupiłam to co potrzebowałam. Byłam zadowolona ze swoich zakupów. Wyszłam z centrum handlowego i powolnym krokiem przez park wracałam do domu aż w pewnej chwili usłyszałam jak ktoś z daleka mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Leon'a,który biegł w moją stronę. Po chwili namysłu odwróciłam się tyłem i zaczęłam iść dalej.
Chodziłam po sklepach dobre dwie godziny aż w końcu kupiłam to co potrzebowałam. Byłam zadowolona ze swoich zakupów. Wyszłam z centrum handlowego i powolnym krokiem przez park wracałam do domu aż w pewnej chwili usłyszałam jak ktoś z daleka mnie woła. Odwróciłam się i zobaczyłam Leon'a,który biegł w moją stronę. Po chwili namysłu odwróciłam się tyłem i zaczęłam iść dalej.
Leon.
Cały dzień spędziłem w domu leżąc na kanapie i myśląc co zrobić aby Violetta mi uwierzyła,że to nie ja wysłałem te głupie zdjęcia. Jedynym wyjściem było porozmawianie z nią na spokojnie,a nie tak jak ostatnio. Tylko nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego zależy mi na tym żeby uwierzyła,że nie zrobiłem tego ja?
No nic muszę z nią porozmawiać. - wstałem z kanapy i wyszedłem z domu. Idąc przez park w pewnej chwili zauważyłem szatynkę o długich noga. Wszędzie je pomyślałem.
Violetta. - zawołałem ją biegnąc cały czas za nią jednak ta odwróciła się tylko na moment i dalej zaczęła iść. W końcu ją dogoniłem.
Zaczekaj. - powiedziałem łapiąc ją za nadgarstek.
Czego chcesz? - spytała niechętnie odwracając się do mnie przodem.
Chciałem porozmawiać tak na spokojnie.
Nie tak jak ostatnio.- dodałem szybko.
No dobra niech ci będzie. - odpowiedziała idąc. Ja za to uśmiechnąłem się tylko lekko i zacząłem iść obok niej.
Violetta naprawdę musisz mi uwierzyć,że to nie ja wysłałem temu komuś zdjęcia. Może i się nie lubimy ale nigdy w życiu nie zrobił bym czegoś takiego. - oznajmiłem spokojnie. Cały czas patrzyłem na jej twarz,która nic nie wskazywała.
Może i dostałaś sms'a,że się postarałem,ale to nie ja.
Dobra,wierzę ci. - odezwała się nagle. Wierzę,że to nie ty wysłałeś te zdjęcia. - dodała.
Tylko jeśli nie zrobiłeś tego ty,to w takim razie kto? - spytała przenosząc swój wzrok na mnie.
Nie mam pojęcia. - wzruszyłem ramionami. Będzie trzeba iść z tym na policję nie można tak tego zostawić. - popatrzyłem na nią na co pokiwała tylko lekko głową.
Jeszcze dziś się tam wybiorę. - powiedziałam.
Cały dzień spędziłem w domu leżąc na kanapie i myśląc co zrobić aby Violetta mi uwierzyła,że to nie ja wysłałem te głupie zdjęcia. Jedynym wyjściem było porozmawianie z nią na spokojnie,a nie tak jak ostatnio. Tylko nie rozumiem jednej rzeczy. Dlaczego zależy mi na tym żeby uwierzyła,że nie zrobiłem tego ja?
No nic muszę z nią porozmawiać. - wstałem z kanapy i wyszedłem z domu. Idąc przez park w pewnej chwili zauważyłem szatynkę o długich noga. Wszędzie je pomyślałem.
Violetta. - zawołałem ją biegnąc cały czas za nią jednak ta odwróciła się tylko na moment i dalej zaczęła iść. W końcu ją dogoniłem.
Zaczekaj. - powiedziałem łapiąc ją za nadgarstek.
Czego chcesz? - spytała niechętnie odwracając się do mnie przodem.
Chciałem porozmawiać tak na spokojnie.
Nie tak jak ostatnio.- dodałem szybko.
No dobra niech ci będzie. - odpowiedziała idąc. Ja za to uśmiechnąłem się tylko lekko i zacząłem iść obok niej.
Violetta naprawdę musisz mi uwierzyć,że to nie ja wysłałem temu komuś zdjęcia. Może i się nie lubimy ale nigdy w życiu nie zrobił bym czegoś takiego. - oznajmiłem spokojnie. Cały czas patrzyłem na jej twarz,która nic nie wskazywała.
Może i dostałaś sms'a,że się postarałem,ale to nie ja.
Dobra,wierzę ci. - odezwała się nagle. Wierzę,że to nie ty wysłałeś te zdjęcia. - dodała.
Tylko jeśli nie zrobiłeś tego ty,to w takim razie kto? - spytała przenosząc swój wzrok na mnie.
Nie mam pojęcia. - wzruszyłem ramionami. Będzie trzeba iść z tym na policję nie można tak tego zostawić. - popatrzyłem na nią na co pokiwała tylko lekko głową.
Jeszcze dziś się tam wybiorę. - powiedziałam.
A ja pójdę z Tobą. I żadnych,ale. - dodałem szybko,gdy chciała się odezwać.
***
Jesteśmy na komisariacie i czekamy aż przyjdzie jakiś policjant by Violetta mogła złożyć zeznania. Nie wiem w ogóle co ja tutaj z nią robię,ale w środku mnie coś każe mi z nią tutaj być.
Z moich zamyśleń wyrwał mnie mężczyzna,który właśnie wszedł do biura.
Dzień dobry. - przywitał się z nami na co my odpowiedzieliśmy mu tym samym.
Tak,więc o co chodzi? - spytał. Ja tylko spojrzałem na Violette i dałem jej znak by zaczęła mówić co się stało. Gdy komisarz wysłuchał dokładnie wszystkiego co powiedziała Violetta oznajmił,iż złoczyńca został złapany dziś rano. Był nim niejaki Clement Lauretta. Violetta słysząc to imię skamieniała. Szybko pożegnała się z policjantem i opuściła biuro,a ja zaraz za nią.
Nienawidzę cię. - usłyszałem w pewnej chwili głos Violetty. Jak mogłeś mi to zrobić przecież byliśmy kiedyś razem! - szarpała jakiegoś mężczyznę.
Zrobiłem to aby się na Tobie zemścić. - oznajmił blondy. Rzuciłaś mnie,więc musiałem coś zrobić abyś ty też cierpiała. - uniósł ton głosu. I udało mi się. - uśmiechnął się głupio.
Facet ty jesteś nienormalny. - odezwałem się w końcu. Rozumiem,że cię rzuciła i cierpiałeś,ale to nie powód by robić jej takie świństwo. - pchnąłem go lekko i wybiegłem z komisariatu by poszukać szatynki jednak jej już nie było. Pewnie poszła do domu. - pomyślałem. Od razu wsiadłem do swojego auta i pojechałem w stronę domu Castillo. Może nadal jakoś specjalnie za nią nie przepadam,ale martwię się o nią. Po pewnym czasie byłem już na miejscu i pukałem do drzwi,które otworzyła mi zapłakana szatynka.
Mogę wejść? - spytałem na co ta pokiwała głową. Wszedłem do środka i zdjąłem buty.
Napijesz się czegoś? - spytała.
Nie dziękuje. - lekko się uśmiechnąłem.
Kto to był? - spytałem nagle. Ten mężczyzna,na którego się rzuciłaś.
To był Alex. Mój były. Byliśmy ze sobą siedem miesięcy,ale w pewnym momencie coś zaczęło się między nami psuć dlatego stwierdziłam,że ten związek nie ma sensu dlatego zerwałam z nim i przyjechałam do Buenos Aires. Jak widać po dwóch latach zachciało mu się abym ja również cierpiała. - westchnęła.
Nie wiedziałem co mam w tej chwili jej odpowiedzieć.
Teraz nie masz się czym martwić skoro go złapali. - w końcu się odezwałem. Będzie dobrze,nie martw się. - lekko się uśmiechnąłem do niej otrzymując to samo. No dobra ja będę już uciekał. Do zobaczenia i trzymaj się. - miałem już wychodzić,ale zapomniałem kluczyków dlatego odwróciłem się gwałtownie przez co stałem bardzo blisko Violetty patrząc jej w oczy.
Dopiero teraz zauważyłem jakie one są ładne. Staliśmy tak jakiś czas aż w końcu się ocknąłem.
Emm...- podrapałem się po karku. To było dziwne. - powiedziałem.
Bardzo. - odezwała się szatynka.
To ja....już może...lepiej pójdę. - jąkałem się. Wyszedłem z jej domu po czym odetchnąłem z ulgą. Verdas co się z tobą dzieje? - spytałem sam siebie.
Bum....
Mamy drugi rozdział. Jak widzicie sprawa ze zdjęciami Violetty się wyjaśniła był to niejaki Clement Lauretta były chłopak Violetty.
Nasza Lajonetta miała ze sobą małe zbliżenie jak i normalną rozmowę,ale czy to coś zmieni? Zobaczycie sami :)





