piątek, 7 sierpnia 2015

Chapter 5

"Księżniczka znów zos­tała na lodzie, dob­rze że w 
dzieciństwie nau­czyła się sa­ma jeździć na łyżwach."






Dziś jest dzień wyjazdu. Od pocałunku z Leonem minęły cztery dni. Cztery dni przez,które nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Dlaczego? Dlatego,że uciekłam i schowałam się w namiocie. Boję się pakować w kolejny związek,w którym będę cierpieć tak jak z Clementem czy Justinem,ale w końcu będę musiała komuś zaufać bo nie chcę do końca życia zostać sama ewentualnie z kotem,a nie przecież ja nie lubię kotów. Świetnie to na pewno zostanę sama. Rozmyślałam tak o tym póki Fran nie oznajmiła,że już jedziemy. 
Wzięłam swój bagaż i udałam się do auta. Marco włożył moją walizkę do bagażnika,a ja zajęłam miejsce z tyłu. Zapięłam pas i bezwładnie oparłam głowę o szybę zastanawiając się czy ten pocałunek mógł coś znaczyć czy też nie. Myśląc tak znów nawet nie wiem kiedy zasnęłam.
Obudziłam się dopiero,gdy podjechaliśmy pod mój dom. Z pomocą Marco wyjęłam walizkę z bagażnika po czym pożegnałam się z obojgiem przyjaciół. I znów będę tutaj sama. - powiedziałam do siebie stojąc na przeciwko swojego dużego domu.Jest ewidentnie za duży jak na jedną osobę,która tutaj mieszka. Do tej pory nie rozumiem po co rodzicie kupili mi aż tak duży dom,przecież dobrze wiedzieli,że mam zamiar mieszkać sama no,ale cóż. 
Weszłam do środka i rozejrzałam się po domu. Przydał by się tutaj mały remont. - pomyślałam. Tak jak zmiana w twoim życiu. Odezwała się moja podświadomość,która ma absolutną rację. Muszę coś zmienić w swoim życiu,a pierwszą rzeczą będzie remont domu. Potem pojadę do Los Angeles by odwiedzić rodziców,nie widzieliśmy się już dobre cztery miesiące. Uśmiechnęłam się na myśl,iż postanowiłam coś zmienić. 
Wzięłam swoją walizkę i z trudnościami wniosłam ją na górę do swojej sypialni. Rozpakowałam się po czym wzięłam czyste rzeczy i udałam się do łazienki by trochę się odświeżyć. Przebrałam się zrobiłam też fryzurę oraz delikatny makijaż. Popsikałam się jeszcze swoimi ulubionymi perfumami od Chanel po czym będąc już gotowa zeszłam na dół. Udałam się do garażu skąd wyprowadziłam swoje Audi A7. Wsiadłam do auta i wyjechałam z posesji kierując się w stronę do jednej ze szkół tanecznych w mieście. Tak dobrze myślicie. Jedną z wieli zmian w moim życiu jest zapisanie się do szkoły tanecznej jednak na razie nie mam zamiaru wam zdradzać co to za taniec. Po kilkunastu minutach dotarłam na miejsce gdzie akurat zostałam wywołana. Zapisałam się tutaj już wcześniej akurat na dziś. Pierw dostałam strój,w który się przebrałam,potem jakaś kobieta zaprowadziła mnie na salę gdzie zaczęła prezentować swój taniec. Komisja była zachwycona i od razu zgodzili się mnie przyjąć. Podziękowałam im serdecznie i szczęśliwa wróciłam do domu. 

Wieczór.
Siedzę sobie właśnie na kanapie oglądając telewizję i podjadając swoje ulubione lody aż w pewnej chwili w domu rozlega się dzwonek. Niechętnie podnoszę się z kanapy i idę otworzyć.No już. - burczę,gdy ktoś nieustannie dzwoni dzwonkiem. Po otwarciu drzwi doznaję szoku. Leon co ty tu robisz? - pytam zdziwiona. 
Przyszedłem....porozmawiać. - pląta się w swoich słowach mówiąc niezrozumiale,a to wszystko przez to,że jest pijany. Chodzi o ten pocałunek. 
Ten pocałunek nie powinien mieć miejsca,. Lepiej o tym zapomnijmy. 
Nie. - warczy i lekko popycha mnie na ścianę przylegając swoim ciałem do mojego. Patrzę mu w oczy ze strachem nie wiedząc co chce zrobić. Proszę puść mnie. - szepczę. 
Po chwili zauważam,że uśmiecha się chytrze i mnie puszcza,gdy już mam się odsunąć od ściany czuję silne i mocne uderzenie na prawym policzku. Nie mogę uwierzyć,że mnie uderzył. Złapałam się za obolały policzek i sunęłam po ścianie zaczynając płakać. Świetnie Verdas jesteś kolejnym mężczyzną w moim życiu,który mnie porządne skrzywdził. Teraz to już naprawdę księżniczka została na lodzie. Dzięki niemu będzie mi jeszcze gorzej zaufać jakiemukolwiek mężczyźnie i wierzyć,że mnie nie skrzywdzi.

Leon.
Pijany przyszedłem do Violetty by z nią porozmawiać o pocałunku jednak ta powiedziała byśmy o tym zapomnieli,ale to nie jest takie łatwe. Z tego wszystkiego przyparłem ją do ściany chcąc ją pocałować jednak emocje mnie poniosły i uderzyłem ją. Dopiero,gdy zobaczyłem ją skuloną i płaczącą zdałem sobie sprawę z tego co właśnie zrobiłem. Przepraszam...ja...ja nie chciałem. - szepnąłem kucając przy niej.
Zostaw mnie. - krzyknęła odpychając mnie. Nienawidzę cię jeszcze bardziej niż kiedyś! 
Vio..- nie skończyłem bo szatynka uciekła na górę i zamknęła się w swoim pokoju. W tej chwili moje życie jest koszmarem. Uderzyłem kobietę pierwszy raz w życiu. Będę musiał się naprawdę postarać aby mi wybaczyła choć wiem,że łatwo nie będzie. Castillo jest trudną osobą i nie szybko wybacza ludziom. Cicho wyszedłem z jej domu kierując się do siebie. Przez całą drogę myślałem o tym co zrobiłem. Alkohol ewidentnie mi nie służy,a tym bardziej,gdy chcę z kimś porozmawiać. Już nigdy więcej się nie upiję jak jakiś alkoholik,który pije regularnie.
Wróciłem do domu i od razu rzuciłem się na kanapę i poszedłem spać.
Rano obudziłem się z okropnym bólem głowy nie pamiętając z wczoraj nic prócz tego momentu,w którym uderzyłem Violette.
Wstałem z kanapy i poszedłem do kuchni gdzie nalałem sobie do szklanki wody i wziąłem tabletkę przeciw bólową. 
Kurwa. - fuknąłem waląc pięścią w blat. Jak jak mogłem być aż tak głupi i dać ponieść się emocją. Posunąłem się za daleko stanowczo za daleko. Mam tylko nadzieję,że Violetta nikomu o tym nie powie i to wszystko zostanie między nami,a mi uda się jakoś ją przeprosić. Tylko jest mały problem. Czy ona w ogóle mi kiedyś wybaczy? 


I bum Lajon udzerzył Vjolkę. Akcja się 
dziej,ale czy Violka mu wybaczy?Przekonacie się czytając kolejne rozdziały,a uwierzcie,że w niektórych będzie się robić naprawdę ciekawie i powoli będziecie poznawać przeszłość Violetty związaną z jej byłymi. 
Tradycyjnie 8 kom = Roz. 6 

Chapter 4

             
  "Zabójstwo jest zawsze zabójstwem, bez względu na motywy i okoliczności."


                                            Rozdział dedykuję Fallone. :*

Byłam w szoku. Nie mogę uwierzyć,że zabiłam bezbronnego i nic winnego człowieka,który kompletnie nic mi nie zrobił. To wasza wina! - krzyknęłam zapłakana. Gdybyście nie zaczęli mi go wyszarpywać to nie wystrzeliłbym. - warknęłam przez płacz.
Violetta uspokój się płaczem nic nie zdziałasz. - burknął Verdas.
Trzeba coś z nim teraz zrobić.
Tylko co? - odezwał się Hiszpan. Jest kilka wyjść. Pierwsze jest takie,że możemy go zakopać,drugie to zostawimy go gdzieś dalej albo trzecie wrzucimy do rzeki czy coś.
Chyba zakopanie go będzie najlepszym wyjściem. - szepnął Meksykanin.
Czy wyście powariowali? - spojrzałam na nich obu. Chcecie go zakopać? Tutaj w tym lesie gdzie prawdopodobnie nikt go nigdy nie znajdzie? - pytałam. Przecież rodzina będzie się o niego martwić,policja go będzie na pewno szukać.- złapałam się za głowę nie mając sił na to wszystko.
Violetta. - usłyszałam łagodny głos Diego. Nie ma innego wyjściu niż zakopanie go inaczej ludzie się dowiedzą,a nasza trójka pójdzie siedzieć. - oznajmił. On ma rację. Przecież jeśli się przyznamy na pewno wsadzą nas na dobre dziesięć lat do paki. Dobrze. - szepnęłam patrząc mu w oczy na co ten tylko lekko się uśmiechnął.
Dobra to my z Leonem go weźmiemy,a ty weź broń. - podał mi chusteczkę,którą wyjął z kieszeni. Chwyciłam broń w dłonie i powoli ją podniosłam. Co z nią zrobimy? - spytałam.
Fakt zapomnieliśmy o pistolecie.- mruknął Diego. Dobra pierw zajmijmy się ciałem potem coś z tym zrobimy.
Szliśmy przez ciemny las szukając jakiegoś miejsca gdzie będziemy mogli go zakopać. Po drodze jakimś cudem znaleźliśmy domek w środku lasu,w którym były również łopaty. Chłopcy od razu za nie chwycili i w pobliżu tego domku wykopali spory dół do którego wrzucili ciało mężczyzny.
Co ja zrobiłam. - szepnęłam.
Violetta to nie jest twoja wina. Każdy z nas tutaj zawinił. - odparł stanowczo Verdas. Pokiwałam tylko lekko głowa i przytuliłam się do niego.
A co będzie dalej? Mamy tak po prostu z tym żyć i udawać,że nic się nie stało? - jako odpowiedź uzyskałam tylko lekkie kiwnięcie głową od obojga. Żadne z nas nie spostrzegło się,iż broń,której dotykał każdy z nas została w domku na jakiejś szafce.

***
Po 20 minutach wróciliśmy spowrotem na plażę gdzie byli już tylko Naty,Maxi,Lu,Fede i teraz my. Co tak długo? - spytał Włoch.
Poszliśmy trochę za daleko i zabłądziliśmy. - powiedziałam wymuszając uśmiech..
Wiecie co my już idziemy się położyć. - oznajmiła Naty. Razem z blondynką udały się do swojego namiotu by pójść spać. To samo uczynił Maxi oraz Fede. Ja też już idę. - oznajmiłam. Dobranoc.- szepnęłam i poszłam do namiotu gdzie spała już Francesca oraz Camila. Przebrałam się w piżamę i położyłam z brzegu po prawej stronie. Leżałam dobrą godziną,ale w ogóle nie mogłam zasnąć. To całe wydarzenie nie dawało mi spokoju. Po cichu wyszłam z naszego namiotu i udałam się do zielonego namiotu Leon'a i Diego. Delikatnie go odpięłam i weszłam do środka równie delikatnie go zapięłam. Leon..- szepnęłam lekko go szturchając. Leon obudź się...- nie przestawałam. Twardo spał,więc nie mając wyboru po prostu położyłam się obok i wtuliłam w niego. Już po dziesięciu minutach smacznie spałam.

Rano.
Diego.

Obudziłem się szybciej niż Leon. Przetarłem leniwie oczy i podniosłem się do pozycji siedzącej dopiero wtedy zauważając,że Violetta śpi wtulona w nagi tors Leon'a. Nie powiem byłem trochę zazdrosny,gdyż wolałbym aby to do mnie się przytuliła,ale cóż jak to mówią "Chcieć,a móc to dwie różne rzeczy". Castillo już od dłuższego czasu mi się podoba jednak na razie jej tego nie powiem. Dwa miesiące temu zerwała z tym Justin'em,więc nie chcę się jeszcze narzucać lepiej poczekam jakiś czas. Otrząsnąłem się i wstałem. Wziąłem czyste rzeczy i wyszedłem przed namiot gdzie ubrałem się w swoje rzeczy. Jako,iż obudziłem się szybciej niż wszyscy postanowiłem przygotować jakieś śniadanie. Znalazłem kilka przydatnych rzeczy,więc udało mi się zrobić jajecznicę na ognisku i patelni. Smażąc jajecznicę zauważyłem,że Violetta wychodzi z naszego namiotu. Cześć. - odezwała się ziewając. Mmm...jak ładnie pachnie. powiedziała siadając na kocu,który niedawno rozłożyłem. Chcesz? - spytałem nakładając jajecznicę na talerz.
Mhm...umieram z głodu. - trzymała się za brzuch.
Tak w ogóle wyspałaś się? - spytałem. Chyba nie mogłaś zasnąć skoro przyszłaś do nas do namiotu,co? - lekko się uśmiechnąłem podając jej jedzenia.
Szczerze mówiąc to tak,nie mogłam przestać myśleć o tym co się stało. - westchnęła.
Wiesz,że będziesz musiała.
Wiem z czasem w końcu zapomnę.
Po godzinie już wszyscy byli po śniadaniu.
To co dziś robimy? - spytał Maximiliano.
No właśnie. - do pytania dołączył się Marco.
Może pójdziemy na kajaki,a potem na rowery wodne. - zaproponował Meksykanin..
No w sumie to nie jest głupi pomysł. - odezwała się Castillo.
To na kajaki musimy dobrać się po dwie osoby tak samo chyba na rowery wodne. - oznajmił. Po jego słowach każdy zaczął się dobierać w dwójki i wyszło tak,że Lu była z Federico. Maxi z Naty. Camila z Broadway'em. Marco z Francescą. No i przyszło tak,że ja miałem być z Leon'em albo Violettą.
Popatrzyłem na nich. My możemy być we trójkę. - lekko się uśmiechnęła. Jakoś się tam pomieścimy.


Każdy z nas przebrał się w strój kąpielowy po czym udaliśmy się na drugi brzeg jeziora gdzie była plaża,a na niej różni ludzie. Każda z par udała się do starszego mężczyzny,który dał nam po kajaku. Akurat nam się poszczęściło i dostaliśmy kajak trzy osobowy. Violetta usiadła pierwsza,Leon drugi,a ja trzeci. 
Ej tak w ogóle czemu ona musi prowadzić i być pierwszą? - spytał oburzony Verdas. 
Bo jest kobietą. - odparł Diego. 
Haha.. - Zaśmiała się pokazując mu język. Chwyciliśmy wiosła do rąk i zaczęliśmy wiosłować. Było przy tym mnóstwo zabawy i śmiechu. Na kajakach spędziliśmy dwadzieścia minut po czym poszliśmy na rowery wodne. Ja wsiadłem na niego sam z Leonem,bo Castillo nie chciała. 


Leon. 
Płynąłem z Diego rowerem wodnym na środek.jeziora,gdy zauważyłem,że do Violetty podeszła jakaś starsza kobieta z młodym chłopakiem. Violetty mina po tym co powiedziała kobieta nie była ciekawa. Od razu zbladła. Złapała się za głowę i zeszła z pomostu idąc gdzieś. Trochę mnie to zmartwiło,ale w końcu nie mogę zakrzątać myśli tyloma złymi rzeczami. To co wydarzyło się wczoraj wieczorem,przebiło wszystkie złe rzeczy jakie w swoim życiu zrobiłem. Będę musiał z nią jakoś porozmawiać. Nie wiem czy Diego będzie uczestniczył w tej rozmowie,ale jeśli mam być szczery to chciałbym chociaż chwile pobyć z Violettą sam nawet jeśli mamy tylko rozmawiać o tym,że zabiliśmy człowieka. Tak się zamyśliłem,że nawet nie zauważyłem,iż jesteśmy na brzegu. 
Wysiadłem i od razu udałem się na plaże gdzie siedziała Violetta. Reszta za to poszła do jakiejś knajpki nie daleko plaży. 
Ej co jest? - spytałem siadając obok niej. Co chciała ta kobietą,która podeszła do ciebie? - ponownie spytałem,gdy była cisza.
Pytała się czy nie widziałam mężczyzny. Wyszedł wczoraj przed 22:00  i nie wrócił do tej pory. - oznajmiłam. 
Aa.....czyli wszystko jasne. - westchnąłem. Też myślę,że to ten człowiek. - dodałem ciszej. Ale Violetta naprawdę nie możemy cały czas o Tym myśleć w końcu przyjechaliśmy tutaj by odpocząć i zrelaksować się,a tym bardziej ty po tych męczących studiach. - mówiłem patrząc jej w oczy. 
Może i masz rację. Będę starała się jak mogę by tylko o tym zapomnieć. - lekko się uśmiechnęła. 
No i mam taką nadzieję. - odwzajemniłem uśmiech. 
Po dwóch godzinach wróciliśmy na drugą część jeziora. Każdy gdzieś poszedł,a Violetta poszła się wykąpać do jeziora. Zostałem sam w namiocie,więc dołączyłem do niej.  Podczas kąpieli dużo się rozmawialiśmy i śmialiśmy się jak przyjaciele. W tedy nie wyglądaliśmy na osoby,które jeszcze parę dni temu skakały sobie prawie,że do gardeł. W pewnej chwili oboje wpadliśmy na siebie stojąc bardzo blisko siebie,a ja nie wiedząc czemu przyciągnąłem ją jeszcze bliżej i namiętnie pocałowałem,



Robi się gorąco. Leonetta śpi razem w namiocie (wasze marzenie :D) i jeszcze ten pocałunek.
Ale jest też tragicznie. Jak widać Violka dalej zamartwia się zabójstwem,ale już nie długo.. ^^ Jeśli są jakieś pytania w sprawie bloga czy coś kierujcie je na mojego ask'a ---> @pomyslymartynki229
8 kom = Chapter 5 

wtorek, 4 sierpnia 2015

Chapter 3

"Zabójstwo to ek­stre­mal­na for­ma cenzury"




Dziś jest dzień wyjazdu. Już od samego rana chodzę i co chwilę sprawdzam czy mam wszystko spakowane. Czasami ktoś by mógł pomyśleć,że Leon Verdas ma zachowanie jak kobieta,ale to nie prawda. Ja po prostu sprawdzam czy nie zapomniałem czegoś i czy mam wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd. Sprawdziłem czy mam wszystko już chyba czwarty albo piąty raz i teraz jestem pewien,że spokojnie mogę wyjść z domu i jechać po Federico oraz Diego. Z tego co mi wiadomo Maxi,Brodway,Camila i Naty jadą razem. Violetta,Ludmila,Fran i Marco jadą we czwórkę gdyż Castillo nie chciała jechać z ani z nami ani z Maxim. Nie wiem czemu,ale kręci mnie w niej to,że się tak czasami na mnie wścieka. Ocknąłem się i wyszedłem z domu zabierając walizki,które schowałem do bagażnika. Wsiadłem do auta i pojechałem po chłopaków,którzy czekali już na mnie na chodniku przy domu Włocha. Ruszyliśmy godzinę szybciej niż wszyscy dlatego będziemy prędzej co jest plusem bo będziemy mogli zająć najlepsze miejsce by położyć namiot. Jechaliśmy tak jakieś dwie godziny aż w końcu dojechaliśmy na miejsce.
Jak tu ładnie. - odezwałem się pierwszy podziwiając naturę jeziora oraz lasu i sporej polany. Przyznam,że jednak zaskoczyło mnie to miejsce i to bardzo. Razem z chłopakami wyjeliśmy namioty i zaczęliśmy je rozkładać. Co się okazało dziewczyny postanowiły tak,że dzielą się na trójki lub dwójki i śpią razem,tak samo mają zrobić chłopcy. Jednak kobiety to kobiety ich nie da się zrozumieć. - westchnąłem na tą myśl lekko się uśmiechając pod nosem.
Czekając z chłopakami na resztę przez ten czas zdążyliśmy zebrać drewno na opał oraz złowić kilka jakiś ryb. W końcu to biwak nie możemy mieć samego jedzenia przywiezionego z domu. Po "idealnej" skończonej pracy razem z Federico i Diego usiedliśmy na dużym pieńku,który przynieśliśmy z lasu i popijaliśmy sobie browary. W pewnej chwili przyjechał czarny Kabriolet,który należał do Maxiego.
No w końcu. - Zaśmiałem się witając się z nim. Nie widzieliście gdzieś po drodze ostatniej grupy?
Mijaliśmy ich jakieś pół godziny temu,więc za jakieś parę minut powinni być. - oznajmił Maxi na co tylko przytaknąłem głową. Ci,którzy właśnie przyjechali zabrali się za rozkładanie namiotu aż w pewnej chwili zauważyłem wysiadającego Marco z auta. Siema Stary! - pomachałem mu.
Gdzie dziewczyny? - spytałem gdy podszedł do nas.
Śpią w aucie. - oznajmił. Zasnęły jakieś 10 minut temu.
Pokiwałem tylko lekko głową wpadając na mały pomysł. Będąc ostrożny i uważając czy nikt nie patrzy udałem się do auta Marco i ostrożnie przeniosłem Violette do swojego namiotu. Zostawiłem ją tam,a po paru minutach po cichu włożyłem jej rzeczy. Wyszedłem z namiotu i spowrotem poszedłem do chłopaków. Camila,Lu i Naty poszły nad brzeg jeziora,a Francesca spała w swoim namiocie gdyż Marco również ją przeniósł.

Violetta
Powoli otwierałam oczy budząc się. Pamiętam tyle,że zasnęłam kilkanaście minut przed dojechaniem na miejsce. Podniosłam się do pozycji siedzącej i dopiero teraz zorientowałam się,że jestem w namiocie,a obok mnie leży moja torba. Zastanawiałam się kto mnie tu przeniósł,może to Marco?
Powoli wstałam i lekko przygarbiona wyszłam z namiotu. Przeciągnęłam się rozciągając wszystkie swoje mięśnie, Spojrzawszy w bok zauważyłam,że chłopaki siedzieli chłopaki i pili browara,nie widząc nigdzie dziewczyn podeszłam do niech.
Cześć. - odezwałam się przeczesując swoje włosy przez co skupiłam wzrok Leon'a na sobie.
Nie wiecie gdzie dziewczyny? - spytałam opierając się o duży pień.
Francesca jeszcze śpi,a reszta poszła nad wodę. - oznajmił Hiszpan uśmiechając się do mnie co odwzajemniłam.
Wyspałaś się? - nagle odezwał się Verdas. Kurde co go to obchodzi. Od kiedy on się zaczął interesować tym czy jestem wyspana czy nie?
Co cię to obchodzi? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Niech sobie nie myśli,że jak ostatnio normalnie rozmawialiśmy i omal się nie pocałowaliśmy to będę dla niego miła.
Spytałem z grzeczności,ale już więcej tego nie zrobię. - uśmiechnął się ironicznie.
I dobrze. - mruknęłam.
Ej,ej przyjechaliśmy tutaj by odpocząć,a nie słuchać waszych ciągłych kłótni. - powiedział poirytowany Broadway całą tą sytuacją.

***

O godzinie 21:00 gdy robiło się już szaro rozpaliliśmy ognisko i usiedliśmy sobie wokół niego. Jako pierwsza z dziewczyn chwyciłam za browara i zaczęłam go pić. Skoro przyjechaliśmy tutaj żeby odpocząć to w końcu wolno mi zaszaleć i to ostro.
Po godzinie byłam już po jakiś czterech piwach i miałam już nieźle wzięte.Alkohol mi nie służy dlatego moją tradycją jest robienie różnych głupich rzeczy,gdy się upiję.
Wstałam z piasku i udałam się do radia,które podgłosiłam jeszcze bardziej.
Wooo hooo! - krzyknęłam. Wdrapałam się na dach auta Leon'a i zaczęłam tańczyć zgrabnie kręcąc swoim tyłkiem.

Zauważyłam jak Leon mi się przyglądał co było dla mnie nowością,ponieważ nigdy wcześniej mi się tak nie przyglądał.
Po skończonym tańcu zeszłam z auta i podeszłam do niech spowrotem.
No,no Violetta...- zagwizdał Diego. Nie wiedziałem,że tak potrafisz. - dodał uśmiechając się zadziornie.
Potrafię jeszcze wiele rzeczy. - puściłam mu oczko po czym zaczęłam iść w stronę lasu.
Gdzie idziesz? - zapytała Lu.
Muszę iść się załatwić. - zachichotałam.
Leon,Diego może idźcie z nią we dwóch w razie czego. - poprosiła Camila. Nigdy nie wiadomo co tej wariatce przyjdzie do głowy po pijaku. - dodała. Tak jak im kazała tak poszli za mną. Po co za mną idziecie? - nie byłam zadowolona z tego powodu, Chciałam zrobić siku,a to głupie,że dwoje chłopaków musi iść ze mną.
Kazali nam,więc idziemy. - odezwał się Verdas na co pokręciłam tylko głową.
Szliśmy ciemnym lasem już jakieś dobre 5 minut. Violetta masz zamiar zrobić to siku? - zapytał poirytowany Diego.
Być mo.....- przerwałam swoja wypowiedź,gdyż zatrzymałam się i gwałtownie odwróciłam w ich stronę. Przygryzłam delikatnie wargę bacznie im się przyglądając. Zauważyłam jak zerkają na siebie nie wiedząc o co może mi chodzić. Zbliżyłam się do nich.
Wiem,że jestem pijana i wy też to wiece...- zaczęłam. Ale nie macie ochoty się zabawić? - spytałam szepcząc zadziornie na ucho jednemu z nich. Spojrzeli na mnie z szeroko otwartymi oczyma,a ich źrenice były wielkości złotówek.
Verdas już chciał coś zrobić jednak opanował się. Nie Violetta nie po pijaku. - pokręcił głową. Westchnęłam cicho i zaczęłam iść dalej,gdy w pewnej chwili zauważyłam coś na ziemi. Przykucnęłam by to podnieść. Ej patrzcie. - szepnęłam.
Violetta odłóż to. - poprosił Leon. To jest pistolet może być nabity. - dodał.
Oj tam nie przesadzaj.
Zaczęłam się nim bawić,gdy nagle usłyszeliśmy jak ktoś chodzi po lesie.
Co to? - spytałam przestraszona.
Ktoś tu jest. - szepnął Diego. Nagle zza krzaków wyłonił się jakiś starszy facet. Z paniki wycelowałam w niego pistolet nie mając pojęcia,iż jest naładowany. Chłopcy próbowali mnie powstrzymać jednak przez to wszystko nacisnęłam spust i pistolet wystrzelił,.



No i mamy trzeci rozdział.
 Nie sądziłam w ogóle,że będzie on taki długi (Mój rekord normalnie XD )
Jak widać akcja dopiero zaczyna się rozwijać i będzie się jeszcze trochę ciągnąć.
Postanowiłam,że tym razem zrobię tak :
8 kom = Chapter 4
Nie dobijecie do ósemki rozdziału nie będzie. :) Ogólnie tylko osób chciało aby założyła bloga,a pod rozdziałami mam tylko po 3 komentarze co jest załamujące. Zastanawiam się czy w ogóle to ma sens aby dalej prowadzić tego bloga...